BÓG JEST RELACYJNY

Okazuje się, że nie tylko w sprawach materialnych połączenia mają ogromne znaczenie, ale gdy chodzi o sprawy duchowe, w szczególności zbawienie, to decydujące jest nawiązanie bliskiej relacji z Bogiem. On jest bardzo relacyjny! Krótkie – inspirujące – przesłanie Andrzeja Nędzusiaka – Prezbitera Naczelnego Kościoła Bożego w Chrystusie.

DZIEŃ WIZJI

Kazanie bp Marka Kamińskiego dotyczące wizji działania Kościoła Zielonoświątkowego w Polsce: „Czym Kościół może (powinien) się zająć w roku 2019?”.

CHINKI O CHINACH

Za sprawą relacji z Kościołem Zielonoświątkowym w Kutnie mamy okazję gościć w Gostyninie osoby w odległych Chin, a precyzyjnie z Hongkongu. Od kilkunastu lat w Polsce mieszka Donna Delik, która wraz z mężem – Arkadiuszem – jest zaangażowana misyjnie, ewangelizacyjnie i duszpastersko w Kutnie. Jej kontakty z Kościołami w Chinach owocują odwiedzinami gości z Dalekiego Wschodu. W niedzielę, 10 lutego, będziemy gościć w Gostyninie sześć kobiet, które opowiedzą o chińskiej kulturze w związku z Chińskim Nowym Rokiem, który rozpoczyna się 4 lutego.

Chiński Nowy Rok, zwany też Świętem Wiosny świętuje prawie co trzeci człowiek na planecie. Obchodzi się go w Chinach, Korei, Japonii, Wietnamie, na Tajwanie i w chińskich dzielnicach największych światowych aglomeracji takich jak San Francisco czy Sydney.

W tym roku przypada on na początek lutego (4-10.02). Chińczycy wykorzystują ten czas na spotkania rodzinne i wyjazdy do krewnych. Często przemierzają wiele tysięcy kilometrów, dlatego ten okres nazywany jest coroczną największą masową migracją ludności na świecie.

Za sprawą siedmiu Chinek z Hongkongu, które przyjadą do Gostynina, będziemy mogli zapoznać się z chińskimi tradycjami noworocznymi, wysłuchać pieśni, degustować różne rodzaje herbat czy też popróbować sztuki kaligrafowania.

Zapraszamy na kolejną odsłonę spotkań „Między kulturami”, w ostatni dzień Chińskiego Nowego Roku (Roku Świni), do MCH Stara Betoniarnia w niedzielę (10.02) o godz. 17:00. Miejscem spotkania będzie hol główny – na parterze budynku. Wstęp wolny.

PAWEŁ I SPOŁECZNE „WYKLUCZENIE”

Aby pojąć „rewolucyjność” niektórych twierdzeń Pawła z Tarsu, jak chociażby takiego (z Listu do Galatów): „Nie ma już Żyda ani Greka, nie ma niewolnika ani wolnego, nie ma mężczyzny ani kobiety, ponieważ wszyscy jesteście jedno w Chrystusie Jezusie”, należy choć trochę zrozumieć kontekst kulturowy i społeczny, w którym pisał te słowa.

„Niewolnik i wolny” są jedno w Chrystusie.

Paweł pisał do ludzi osadzonych w rzymskiej i greckiej kulturze, gdzie niewolnictwo stanowiło ważny element życia społecznego, a stosunek ludzi wolnych do niewolników był nacechowany wyższością i nieskrywaną pogardą. Dialog pomiędzy dwoma niewolnikami niejakiego Kochanydesa, z komedii Plauta „Osły”, oddaje istotę tej postawy (Plaut, Komedie, tom II. Osły. Przeł. Ewa Skwara):

LEW (Leonida): Ach witaj, materiale ćwiczebny dla kija.

PACHNIDŁO (Libanus): I ty, więzienny kapo, jak ci dzień dziś mija?

LEW: Użytkowniku kajdan!

PACHNIDŁO: Grzbiecie pożądany dla bata i rózgi.

LEW: Gdyś jest skrępowany, jak myślisz, ile ważysz?

PACHNIDŁO: A skąd mogę wiedzieć, ile, wstydząc się, ważę?

LEW: Ja to wiem, bo ciebie osobiście zważyłem: gdy wisisz za nogi skrępowany powrozem, głową do podłogi, masz dokładnie sto funtów.

PACHNIDŁO: A gdzie są dowody?

LEW: Dam ci dowód i podam obliczeń metody: gdy ręce ci skrępują kajdany, a sznury z ciężarem stufuntowym przez belkę u góry przerzucone już wciągną twe ciało za nogi, to szalki u twej wagi są równe. Mój drogi, ważysz dokładnie tyle co… łotr, oberwaniec.

Arystoteles twierdził, że „trzy okoliczności wchodzą w grę w życiu niewolników: praca, kara i pożywienie” (Za: W. Roszkowski, Świat Chrystusa, str. 248).

Tymczasem na gruncie życia wiary chrześcijańskiej, jak napisał Paweł z Tarsu: „Nie ma wolnego ani niewolnika”. Różnice społeczne nie mają zastosowania we wspólnocie chrześcijan. Boże obietnice w jednakowym stopniu odnoszą się tak do ludzi stanu wolnego, jak i niewolników. Niewolnik może, na równi z ludźmi wolnymi, korzystać w całej pełni z dobrodziejstw i hojności Boga, dzięki Ewangelii. W Kościele wszyscy stoją obok siebie „ramię w ramię”, służą sobie wzajemnie i nazywają się „braćmi”. Braterska miłość nie jest wykluczająca, ale włączająca. Nikt nie ma prawa wnosić do tej wspólnoty braterskiej pogardy, niechęci i wyższości z jakiegokolwiek powodu – nawet najbardziej społecznie uzasadnionego.

Jakie społeczne bariery powinny „runąć” w naszych czasach w imię braterskiej miłości i wspólnoty w Chrystusie?


WARSZTATY PROROKOWANIA

Wspólnota ekumeniczna Wrocław 24/7 zaprasza na warsztaty prorokowania „Życie czciciela”. Więcej pod linkiem: http://www.wroclaw24.org/ihop/f24.nsf/0/B7548E10569373DEC125836C006338B4?open&count=-1

Do rozwoju „ducha proroctwa” w Kościele potrzebne jest środowisko, czyli przestrzeń, klimat sprzyjający powstawaniu szkół proroków w Kościele i poszczególnych wspólnotach kościelnych. Potrzebni są ludzie, którzy są gotowi wsłuchiwać się w głos Boga i jednocześnie są dobrymi obserwatorami wielu scen rozgrywających się na arenie współczesnego świata. Muszą być wolni od „niezdrowej” rywalizacji o cechach światowych, od pragnienia zrobienia kariery w Kościele. Potrzebne jest więc środowisko, które daje poczucie bezpieczeństwa i stwarza dla proroków atmosferę otwartości oraz przyjaźni. (ks. Robert Muszyński, Duchowość w Polsce nr 16, 2014)

NAUCZYCIEL – UCZEŃ, OJCOWIE – SYNOWIE. REFLEKSJA O KSIĄŻCE „PIONIERZY WIARY”

Być może niektórzy zauważyli obecność na polskim rynku wydawniczym książki autorstwa Lestera Sumralla pt. „Pionierzy wiary”. Jej wartością są bardzo osobiste refleksje autora dotyczące znanych postaci chrześcijaństwa z przełomu XIX i XX wieku. Lester Sumrall miał możliwość poznać i być w relacji z takimi osobami jak: Donald Gee, Lewi Petrus, Smith Wigglesworth, Stanley Frodsham, Alfred Howard Carter, Thomas Baratt czy Lillian Trasher. Z niektórymi dane mu było spędzić kilka lat, z innymi kilka dni czy godzin. W swoich wspomnieniach poświęconych Wigglesworthowi zapisał moment rozstania z tym niezwykłym Bożym człowiekiem. Kiedy Lester Sumrall wygłosił pożegnalną mowę, w której motywował konieczność opuszczenia Anglii i wyraził wdzięczność za dwa lata znajomości, usłyszał od, wtedy już siedemdziesięcioletniego, Wiggleswotha: „Chcę cię błogosławić”. Dalej w książce czytamy: „Położył na mnie ręce i pociągnął mnie do siebie, a ja pozwoliłem, by mnie przytulił. Jego łzy spływały po jego twarzy i kapały mi na czoło, spływając dalej po mojej twarzy. Gdy tak płakał, powiedział: «O Boże, pozwól, by wiara, która jest w moim sercu, wypełniła i jego serce. Niech poznanie Boga, które we mnie mieszka, znajdzie i w nim swój dom. Niech wszelkie dary, jakimi dane mi było posługiwać, funkcjonują w jego życiu»”.

Już samo stwierdzenie „Chcę cię błogosławić” jest dla mnie niezwykłe. A słowa którymi Wigglesworth prosi Boga, aby obdarował Sumralla tym wszystkim w czym on sam miał udział, dotykają mnie bardzo. Błogosławienie innych, takie odnoszę wrażenie, bywa deficytowym „towarem” wśród chrześcijan. Pragnienie, aby inni mieli udział w błogosławieństwach i obdarowaniu, jakie dane nam było otrzymać z łaski Boga, też jakby nie należy do codzienności życia. Czasami, w ciągu mojego chrześcijańskiego życia, miałem wrażenie, że znacznie bliższe jest nam (w kościelnych realiach) konkurowanie i obawa o własną „pozycję” i „służbę”. Chcieć dla innych tego samego dobra, którego udzielił mi Bóg? Pragnąć, aby inni doświadczali tych samych cudowności wynikających z Bożego działania, co ja sam?

Drugą stroną medalu w opisywanej sytuacji jest pragnienie uczenia się. Lester Sumrall zdecydował się co dziesięć dni, przez dwa lata spędzać czas z Wigglesworthem. Słuchał jak Wigglesworth czytał mu Biblię i jak się modlił, a potem opowiadał o wielkich cudach, jakie Bóg dla niego uczynił na całym świecie. Warto się uczyć od innych. Warto starać się poznać drogę wiary i posłuszeństwa Bogu tych, którzy doświadczyli takiego życia wcześniej niż my sami. Pokolenie „ojców” zasługuje na szacunek.

Szczególna relacja przyjaźni łączyła Lestera Sumralla i, starszego o dwadzieścia lat, Howarda Cartera (obaj na zdjęciu stanowiącym załącznik do wpisu). Sumrall tak wspomina spędzony czas z Carterem: „Podróżowaliśmy wspólnie przez wiele lat (…) Najprawdopodobniej miał wpływ na moje życie jak nikt inny. Nie znalazłbym nikogo w swoim wieku, kto okazałby się lepszym towarzyszem we wspólnej służbie, w chwilach trudnych i łatwych (…) w służbie stanowiliśmy jedność, mimo, że Howard był Brytyjczykiem, a ja – Amerykaninem i znacząco różniliśmy się od siebie”. To też jest ciekawe, że różnice nie były dla obydwu Panów powodem do sporu i konkurowania, ale były częścią ich bliskiej współpracy i prawdziwej przyjaźni.

Może kogoś zachęciłem do sięgnięcia po książkę „Pionierzy wiary”?

OCALAŁY

Ewangelia to prawdziwie Dobra Nowina o życiu. To przesłanie o Bogu, którzy pochyla się nad człowiekiem umarłym w grzechu i wypowiada słowa: „Wyjdź z grobu! Żyj!”. Jest ocalenie w Jezusie! Darmo i z łaski.

Tak długo dźwigałem ciężar mojej przeszłości
(…)
Myślałem, że upadłem zbyt daleko od Twojej łaski
Ale przyszedłeś i pokazałeś mi drogę…
Teraz żyję…
Ocalony od uścisku grzechu…
(…)
Jestem ocalałym!

PROSTA HISTORIA

Zawsze wszystko ma swój początek…

Od wczesnych lat dziecięcych nie miałem wątpliwości, że grzech nie jest abstrakcją. Nie miałem złudzeń, że grzech zniewala i pod przykrywką „chwilowej przyjemności” czyni z człowieka niewolnika, bezwolnie podporządkowanego jego mocy. Grzech był dla mnie czymś realnym. Znałem grzech jako moralne zło i destrukcyjną siłę, niszczącą tak jednostkę, jak i uderzającą w relacje pomiędzy ludźmi.

Kiedyś we Lwowie…

W moim świecie był też Bóg. Zgodnie z ówczesnym rozumieniem taki, który nie ingeruje w życie ludzi (chyba że ktoś jest świętym, czyli takim wyjątkowym egzemplarzem człowieka, jak na przykład św. Franciszek z Asyżu), jednak jest gotowy rozliczyć każdego z tego, jak żył i czego dokonał. Przeświadczenie o nieuchronnym Bożym sądzie było dość mocno zakorzenione w moim myśleniu.

Wpływ na mój światopogląd miała babcia, która często zaprowadzała mnie pod drewniany, duży krzyż, stojący na skrzyżowaniu dróg blisko miejsca naszego zamieszkania, i mówiła: „To jest miejsce, gdzie Żydzi ukrzyżowali Pana Jezusa”. Tyle zapamiętałem. Tak też sobie zanotowałem w pamięci: Żydzi musieli być źli, Pan Jezus był dobry. Ale jak połączyć Pana Jezusa (tego z krzyża) z osobą Boga, który chce mnie sądzić po mojej śmierci? Tego nie wiedziałem. Przynajmniej wtedy.

Dziecięca pobożność skończyła się wraz z ostatnimi latami szkoły podstawowej. Mój świat zaczęły wypełniać muzyka (punk, blues, rock psychodeliczny czy hard rock) i literatura. Wyimaginowany świat, kreślony twórczością pisarzy i muzyków, był mi bardziej bliski niż realne życie. W tym świecie muzyki i książek próbowałem odnaleźć swoją tożsamość.

W szkole średniej przyszedł czas na refleksję i stawianie pytań. Przemiany ustrojowe w kraju, które miały miejsce na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, uczyniły ze mnie politycznie zaangażowaną osobę. Wszystkie moje żale i wewnętrzny bunt skierowałem na komunistów i totalitarny ustrój, który latami zniewalał umysły Polaków. Z „wypiekami” na twarzy oglądałem pierwsze wystąpienia telewizyjne przywódców solidarnościowej opozycji. Pojawił się też nowy muzyczny idol — Jacek Kaczmarski (najchętniej do towarzystwa z Przemysławem Gintrowskim i Zbigniewem Łapińskim).

Poszukiwanie

W wakacje poprzedzające klasę maturalną znalazłem się w Tatrach, na katolickim obozie „Wakacje z Biblią”. Jednego wieczoru przemawiał zaproszony pastor z jakiegoś ewangelicznego Kościoła. Jego proste słowa sprawiły, że pojąłem, jak połączyć osobę Boga, grzech i Pana Jezusa. Zrozumiałem, że Jezus wziął na siebie mój grzech, aby uwolnić mnie od Bożego gniewu. To miało sens. Jakoś wcześniej nigdy na to nie wpadłem. Po raz pierwszy ujrzałem śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa w kontekście mojej osoby. To było oczywiste i osobiste. Wtedy postanowiłem, że będę czytał Biblię, aby zrozumieć więcej i żyć według jej zasad.

Wciąż jednak nie doświadczałem zwycięstwa nad moim grzechem.

Na studiach dołożyłem sobie do tekstów biblijnych przesłanie innych religii. Szczególnie, ze względu na fascynację osobą Mahatmy Gandhiego, zainteresowałem się religiami Wschodu.

Nadchodzi nowe…

Pragnienie poznania Boga w sposób realny pozostawało we mnie niezaspokojone. Przypomniałem sobie wtedy o moich znajomych, którzy doświadczali Boga i działania Ducha Świętego. Przypomniałem sobie nowotestamentowe wydarzenia towarzyszące pierwszemu Kościołowi: „A gdy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy (…) zostali napełnieni wszyscy Duchem Świętym i zaczęli mówić innymi językami tak, jak im Duch poddawał…”.

Wakacje były dobrym czasem na szukanie podobnego doświadczenia. Kilka dni spędzonych w samotności nie uczyniły jednak żadnej zmiany.

Z pomocą przyszli ludzie ze wspólnoty o dziwnej nazwie „LEO”, która organizowała obóz w podgostynińskiej wiosce. Tam doświadczyłem Boga w sposób, w jaki wcześniej Go nie znałem. Bardzo osobiście. Poznałem Jego miłość i przebaczenie. Chrzest w Duchu Świętym (mówi o nim tekst Dziejów Apostolskich) zrodził niespotykany wcześniej głód Biblii. Inne książki już nie miały takiej wartości jak właśnie ta. W niej znajdowałem słowa darzące życiem.

Zmieniło się coś jeszcze. Gdzieś głęboko we mnie było silne i niezachwiane przeświadczenie, że jestem Bożym dzieckiem. Zostałem zaakceptowany przez Boga. To poczucie nadało mojemu życiu zupełnie inną perspektywę. Na kartach Biblii odkrywałem słowa, które mówiły właśnie o mnie, na przykład takie: „Jeśli ktoś jest w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, przeminęło, a nastało nowe (…) Bóg Tego (Chrystusa), który nie znał grzechu, za mnie grzechem uczynił, abym stał się w Nim sprawiedliwością Bożą”. Takie słowa, i wiele im podobnych, zaczęły stanowić o mojej tożsamości i malować przede mną obraz nowego rodzaju życia. Życia ukierunkowanego na bliską więź z Chrystusem — moim Zbawicielem i Panem. Więź, w której jest miejsce na uwolnienie od ciężaru grzechu, przebaczenie, akceptację i prawdziwą radość, choć pośród trudów i przeciwności. Wszak nieobce mi były również słowa, którymi Paweł zachęcał wierzących w Azji, że „trzeba znieść wiele utrapień, by wejść do Królestwa Bożego”.

Po wakacjach wróciłem na studia do Szczecina, z nadzieją na dzielenie się miłością Chrystusa z innymi. A przede wszystkim szukałem wspólnoty chrześcijan, w której mógłbym wzrastać w wierze i poznaniu Boga. Taką wspólnotą przez kilka lat mojego studiowania była szczecińska grupa ChSA — Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Akademickiego.

A cóż to za firma ten protestantyzm?

„Pan nie lubi protestantyzmu? — zapytał Kurowski (…)

— Nie lubię i nigdy bym na to wyznanie nie przeszedł. Ja jestem człowiek, który kocha i potrzebuje pięknych rzeczy. Jak ja się narobię cały tydzień, to potem w szabas czy w niedzielę potrzebuję odpocząć, potrzebuję iść do ładnej sali, gdzie bym miał ładne obrazy, ładne rzeźby, ładną architekturę, ładne ceremonie i ładny kawałek koncertu. A w kirche co ja mam? Cztery gołe ściany i tak pusto, jakby cały interes miał się za chwilę zlikwidować. Pastor gada o piekle i innych nieprzyjemnych rzeczach. A czy ja po to idę do kościoła, żeby się zdenerwować? A przy tym ja lubię wiedzieć, z kim ja mam do czynienia. A cóż to za firma protestantyzm? Papież, to jest firma!“


Studenckie kontakty z chrześcijanami ewangelicznymi sprawiły, że odkryłem wartość protestanckiej reformacji. Protestanckie „SOLAS” (zasady protestantyzmu) stały się mi bardzo bliskie. Zanurzenie w wodzie (chrzest), jako potwierdzenie świadomego wyboru pójścia za Chrystusem, było ważnym krokiem umacniającym moją relację z Bogiem.

Czy jako protestant jestem lepszym chrześcijaninem niż inni? Nie myślę w ten sposób. Jednak chęć łączenia przekonań i praktyki życia religijnego z Biblią i jej przesłaniem rozstrzyga o moich życiowych wyborach. W nurcie ewangelicznego chrześcijaństwa odnajduję ważną i cenną spuściznę, a szczególnie bliski jest mi purytanizm i ruch charyzmatyczny (zielonoświątkowy) w Kościele. Purytanizm wniósł do mojego życia umiłowanie Prawdy i zachwyt nad Bożym dziełem zbawienia, ruch zielonoświątkowy wniósł realne przeżywanie Boga, w którym jest miejsce na spontaniczność i dary Ducha Świętego.

Co dalej?

Byłem zgubionym grzesznikiem, a teraz żyję dzięki łasce Boga, który w Chrystusie wybrał mnie, bym doznał Jego miłości i przebaczenia. Czy można pogardzić takim Bogiem? Zdecydowanie nie. Czy warto Jemu powierzyć całe życie? Zdecydowanie tak! Nie chciałbym zmarnować swojego życia. Nie ma nic smutniejszego niż zmarnowane życie, a jak pisze John Piper: „Zmarnowane życie to życie bez pasji wywyższania Boga we wszystkim…”.

Pragnę dobrze przeżyć czas mojego ziemskiego pielgrzymowania. I znów odniosę się do słów Johna Pipera: „Dobrze przeżyte życie musi wychwalać Boga i zadowalać duszę, ponieważ w tym celu stworzył nas Bóg (…) tak żyj, tak studiuj, tak służ, tak głoś kazania i tak pisz, by Jezus Chrystus, ukrzyżowany i wskrzeszony przez Boga, stał się jedyną chlubą tego pokolenia”.

Taka jest moja (prosta) historia.