MIĘDZY ŚWIATAMI

„Jest w języku jidysz piękne powiedzenie, które brzmi: «Bóg stworzył Świat pełen małych światów». Ta żydowska maksyma umiejętnie wyraża to, czego każdy z nas doświadcza, szczególnie podróżując. Każda zmiana otoczenia wprowadza niektórych w zachwyt, a innych w osłupienie. Ta sama rzeczywistość dla różnych ludzi może wyglądać zupełnie inaczej. To, kim i jacy jesteśmy, wpływa na nasze postrzeganie świata. Mieszkając w Izraelu, pokochałam to poruszanie się między «światami». Choć pozornie mieszkaliśmy wszyscy w tej samej ziemi, nasza codzienność wyglądała bardzo odmiennie. Różnice mogą nas dzielić, ale te same różnice mogą być powodem fascynacji i radości. «Małe światy», z którymi mamy styczność, mogą pogłębić nasze zrozumienie większego świata, a także jego Stworzyciela”.

Powyższy tekst pochodzi z książki pt. „Ludzka twarz Izraela” (z rozdziału „Sztuka porozumienia”), której autorką jest Estera Wieja – dziennikarka, podróżniczka, autorka książek i założyciela Misji Polska-Izrael. Treść książki „Ludzka twarz Izraela” jest zbiorem refleksji i spostrzeżeń, które towarzyszyły autorce podczas siedmioletniego pobytu w Izraelu, gdzie pracowała dla Międzynarodowej Ambasady Chrześcijańskiej w Jerozolimie jako redaktor magazynu „Word from Jerusalem” (Słowo z Jerozolimy).

Treść wspomnianej książki wypełniają historie ludzi: Żydów, Arabów, Felaszów czy Druzów. Na jej stronach pojawiają się rozliczne imiona, czasami brzmią one bardzo egzotycznie, innym razem bardzo swojsko. W tej mozaice imion, opowieści, kolei losu i realiów życia można znaleźć element łączący. Jest nim człowieczeństwo, którego elementem jest przeżywanie radości i smutku, doświadczenie spełnienia i niedoboru, bólu i ukojenia. Wciąż potrzebujemy sobie uzmysławiać, że w cieniu wielkiej polityki i globalnych, często trudnych do zrozumienia procesów, kryją się historie konkretnych ludzi.

BOŻY PRZEMYTNIK

Książka „Boży przemytnik” to historia Andrew van den Bijla, znanego jako Brat Andrew (Andrzej). Ten holenderski misjonarz przez wiele lat (od 1955 roku) był zaangażowany w przemycanie Biblii do krajów zza „żelaznej kurtyny”, w tym do komunistycznej Polski. Ta działalność dała początek organizacji Open Doors, która po dziś dzień monitoruje problem prześladowania chrześcijan, udzielając im wsparcia, i jest zaangażowana w dystrybucję Biblii na świecie.

Brat Andrzej, jako młody chłopak, walczył, w latach 1945-1949, w holenderskich oddziałach z indonezyjskimi powstańcami. Tak opisywał tamte wydarzenia: „Zasłynąłem wśród holenderskich oddziałów w Indonezji z szaleńczej brawury w walce. Wokół mnie zebrała się grupa podobnie reagujących chłopaków i razem wymyśliliśmy hasło: «Nie bądź kiep – strać łeb!», które wywiesiliśmy w obozie na tablicy ogłoszeniowej. Wszystko, co robiliśmy w ciągu tych dwóch lat, na polu walki czy też po powrocie do obozu, było doprowadzone do skrajności. Kiedy walczyliśmy, walczyliśmy jak szaleńcy. Kiedy piliśmy, piliśmy do utraty przytomności”.

Gdy został ranny, leżąc w szpitalnym łóżku, zaczął czytać Biblię: „Przeczytałem historię stworzenia świata i o tym, jak dostał się na świat grzech (…) Czytałem dalej, omijając niektóre fragmenty (…) W końcu dotarłem do Nowego Testamentu. Leżąc w łóżku, zapakowany w gips, przeczytałem cztery Ewangelie, chwytając mgliście ich wstrząsające znaczenie. Czy to wszystko może być prawdą?”.

Po powrocie do Holandii znów sięgnął po lekturę Biblii, co doprowadziło go do pragnienia poznania Boga: „Oddałem się cały Bogu, wraz z moim pragnieniem przygody. Nie było wiele wiary w mojej modlitwie. Powiedziałem tylko: «Boże, jeśli pokażesz mi jak, pójdę za Tobą. Amen»”. Bóg zaczął działać w Jego życiu.

W lipcu 1955 roku po praz pierwszy znalazł się za „żelazną kurtyną” – w Warszawie. Tak rozpoczęła się trudna i naznaczona wieloma przeciwieństwami służba przemytu Biblii do krajów komunistycznego reżimu, w tym do Związku Radzieckiego. Ten wątek życia Brata Andrzeja porusza książka pt. „Boży przemytnik”, która, od czasu jej wydania w 1967 roku, była tłumaczona na wiele języków.

Po upadku Związku Radzieckiego brat Andrzej skierował swoją uwagę na sytuację w krajach Bliskiego Wschodu. Tak mówił o tej służbie, w wywiadzie udzielonym dla „Christianity Today” w roku 2013: „Chrześcijanie na Bliskim Wschodzie mają bardzo ograniczony zasób dostępnych środków; z kolei my, ludzie żyjący w świecie zachodnim, mamy dostęp do wszelkiego rodzaju bogactw, wiedzy czy poznania, co tak naprawdę jest dla nas źródłem wiecznej hańby. Powinniśmy coś zrobić. W Bożych oczach jesteśmy jednym ludem i naszym obowiązkiem jest wyciągnąć pomocną rękę”.

Brat Andrzej jest przykładem człowieka wielkiej wrażliwości, odwagi i determinacji w wypełnianiu Bożej woli. Jego przykład był i wciąż pozostaje inspiracją dla ogromnej rzeszy chrześcijan na całym świecie.

NAUCZYCIEL – UCZEŃ, OJCOWIE – SYNOWIE. REFLEKSJA O KSIĄŻCE „PIONIERZY WIARY”

Być może niektórzy zauważyli obecność na polskim rynku wydawniczym książki autorstwa Lestera Sumralla pt. „Pionierzy wiary”. Jej wartością są bardzo osobiste refleksje autora dotyczące znanych postaci chrześcijaństwa z przełomu XIX i XX wieku. Lester Sumrall miał możliwość poznać i być w relacji z takimi osobami jak: Donald Gee, Lewi Petrus, Smith Wigglesworth, Stanley Frodsham, Alfred Howard Carter, Thomas Baratt czy Lillian Trasher. Z niektórymi dane mu było spędzić kilka lat, z innymi kilka dni czy godzin. W swoich wspomnieniach poświęconych Wigglesworthowi zapisał moment rozstania z tym niezwykłym Bożym człowiekiem. Kiedy Lester Sumrall wygłosił pożegnalną mowę, w której motywował konieczność opuszczenia Anglii i wyraził wdzięczność za dwa lata znajomości, usłyszał od, wtedy już siedemdziesięcioletniego, Wiggleswotha: „Chcę cię błogosławić”. Dalej w książce czytamy: „Położył na mnie ręce i pociągnął mnie do siebie, a ja pozwoliłem, by mnie przytulił. Jego łzy spływały po jego twarzy i kapały mi na czoło, spływając dalej po mojej twarzy. Gdy tak płakał, powiedział: «O Boże, pozwól, by wiara, która jest w moim sercu, wypełniła i jego serce. Niech poznanie Boga, które we mnie mieszka, znajdzie i w nim swój dom. Niech wszelkie dary, jakimi dane mi było posługiwać, funkcjonują w jego życiu»”.

Już samo stwierdzenie „Chcę cię błogosławić” jest dla mnie niezwykłe. A słowa którymi Wigglesworth prosi Boga, aby obdarował Sumralla tym wszystkim w czym on sam miał udział, dotykają mnie bardzo. Błogosławienie innych, takie odnoszę wrażenie, bywa deficytowym „towarem” wśród chrześcijan. Pragnienie, aby inni mieli udział w błogosławieństwach i obdarowaniu, jakie dane nam było otrzymać z łaski Boga, też jakby nie należy do codzienności życia. Czasami, w ciągu mojego chrześcijańskiego życia, miałem wrażenie, że znacznie bliższe jest nam (w kościelnych realiach) konkurowanie i obawa o własną „pozycję” i „służbę”. Chcieć dla innych tego samego dobra, którego udzielił mi Bóg? Pragnąć, aby inni doświadczali tych samych cudowności wynikających z Bożego działania, co ja sam?

Drugą stroną medalu w opisywanej sytuacji jest pragnienie uczenia się. Lester Sumrall zdecydował się co dziesięć dni, przez dwa lata spędzać czas z Wigglesworthem. Słuchał jak Wigglesworth czytał mu Biblię i jak się modlił, a potem opowiadał o wielkich cudach, jakie Bóg dla niego uczynił na całym świecie. Warto się uczyć od innych. Warto starać się poznać drogę wiary i posłuszeństwa Bogu tych, którzy doświadczyli takiego życia wcześniej niż my sami. Pokolenie „ojców” zasługuje na szacunek.

Szczególna relacja przyjaźni łączyła Lestera Sumralla i, starszego o dwadzieścia lat, Howarda Cartera (obaj na zdjęciu stanowiącym załącznik do wpisu). Sumrall tak wspomina spędzony czas z Carterem: „Podróżowaliśmy wspólnie przez wiele lat (…) Najprawdopodobniej miał wpływ na moje życie jak nikt inny. Nie znalazłbym nikogo w swoim wieku, kto okazałby się lepszym towarzyszem we wspólnej służbie, w chwilach trudnych i łatwych (…) w służbie stanowiliśmy jedność, mimo, że Howard był Brytyjczykiem, a ja – Amerykaninem i znacząco różniliśmy się od siebie”. To też jest ciekawe, że różnice nie były dla obydwu Panów powodem do sporu i konkurowania, ale były częścią ich bliskiej współpracy i prawdziwej przyjaźni.

Może kogoś zachęciłem do sięgnięcia po książkę „Pionierzy wiary”?