JAN MAREK

Ewangelia Marka jest najkrótszą i najstarszą (datowaną na około 65 rok n.e.) spośród wszystkich przekazów ewangelicznych. Autor Ewangelii – Jan Marek – to dość ciekawa postać. Dzieje Apostolskie, listy Pawła oraz Pierwszy list Piotra, rzucają nieco światła na postać autora Ewangelii. Chronologicznie wszystkie fragmenty Pisma, które wspominają o Janie Marku można ustawić następująco: Dz 12,12.25; Dz 13,5.12; Dz 15,37-39; Kol 4,10; Flm 23-24; 2 Tm 4,11; 1 Ptr 5,13.

Z tych tekstów możemy wywnioskować, że Marek miał przywilej wzrastać w domu, w którym mógł czerpać wzór wiary i miłości do Boga od swojej matki. Matka Marka miała dom w Jerozolimie, który służył chrześcijanom jako miejsce spotkań w czasie ucisku i prześladowania. Nie trudno sobie wyobrazić, że odważna i wierna postawa matki miała wpływ na życie Marka. Zawsze jest wielkim przywilejem wzrastać w domu, z którego możemy czerpać inspirację i przykład do kroczenia drogami wiary i zaufania do Boga. W Biblii wspomniany też jest inny młodzieniec – Tymoteusz – do którego Paweł pisał: „Ty natomiast trwaj w tym, czego się nauczyłeś i co ci zawierzono, bo wiesz, od kogo się nauczyłeś. Od lat bowiem niemowlęcych znasz Pisma święte, które mogą cię nauczyć mądrości wiodącej ku zbawieniu przez wiarę w Chrystusie Jezusie”. A w innym miejscu Paweł przypomina Tymoteuszowi, że miał przywilej wzrastać w wierze obserwując przykład babci i mamy: „Pamiętając nieobłudną wiarę, która jest w tobie, a która najpierw mieszkała w twojej babce Lois i w twojej matce Eunice, jestem też pewien, że i w tobie [mieszka]”.

Marek został wybrany na towarzysza podróży misyjnej Pawła i Barnaby, zatem jego wiara i oddanie Chrystusowi najwyraźniej znalazły uznanie w oczach apostołów. Jednak Marek nie wytrwał w misyjnej działalności u boku Pawła i Barnaby. Czytamy (nie znając okoliczności zdarzenia), że będąc w Pamfilii odłączył się od nich i wrócił do Jerozolimy. Postawa Marka była z pewnością rozczarowująca dla Pawła, który musiał uznać Marka za nieużytecznego i odmówił zabrania go w kolejną podróż misyjną. Jan Marek stał się powodem ostrego konfliktu pomiędzy Pawłem i Barnabą. Jednak z późniejszych listów Pawła wyłania się zaskakująca prawda. Ten, który został uznany za nieużytecznego, stał się na nowo towarzyszem i współpracownikiem apostoła. Paweł w swoim więziennym liście pisanym do Tymoteusza, prosił adresata: „Weź Marka i przyprowadź go ze sobą, bo jest mi bardzo przydatnym pomocnikiem w pracy”. Być może Marek był jednym z nielicznych współpracowników Pawła, który wytrwał przy nim w czasie jego ostatnich dni życia, podczas jego uwięzienia w Rzymie. Ten, który niegdyś jawił się jako nieużyteczny stał się „bardzo przydatny”.

Z relacji biblijnych o Marku możemy wziąć dla siebie kilka lekcji:

Po pierwsze:
Jeśli jesteśmy rodzicami, to mamy odpowiedzialność wobec naszych dzieci, aby wychowywać je w sposób, który pozwoli im w przyszłości położyć swoją ufność w Bogu. Błogosławieństwem dla dzieci są rodzice, którzy nie tylko w słowach ale przede wszystkim swoim życiem dają świadectwo miłości do Boga. Błogosławieństwem są rodzice, którzy stają się dla dzieci pierwszymi przewodnikami w wierze.

Po drugie:
Nasza przeszła nieużyteczność nie decyduje o naszej obecnej użyteczności (przydatności). Błędy, które popełniamy w przeszłości nie decydują o naszym powodzeniu dzisiaj.

Po trzecie:
Nie wykreślajmy z naszych serc tych, których Pan Bóg w przeszłości stawiał na naszej drodze. Może się okazać, że nawet po czasie ostrego sporu i nieporozumienia, znów znajdziemy się w miejscu wspólnej służby i współodpowiedzialności za pracę w Bożym Królestwie. Jest nadzieja dla relacji, które z różnych powodów zostały zerwane. Pan Bóg jest Bogiem odnowienia i drugiej (a czasami trzeciej i jeszcze kolejnej) szansy.

GŁÓD BOGA

W Jerozolimie, w czasie Święta Namiotów, Pan Jezus wykrzyczał takie słowa: „Jeśli ktoś jest spragniony, niech przyjdzie do Mnie i pije. Kto wierzy we Mnie, jak głosi Pismo, z jego wnętrza popłyną rzeki wody żywej”. Autor Ewangelii zanotował, jako komentarz do tych słów, że obietnica „rzek wody żywej” odnosiła się do Ducha Świętego, którego mieli otrzymać ci, którzy uwierzyli w Jezusa i wspomniał, że „Duch nie zstąpił jeszcze na ludzi, gdyż wciąż nie dokonało się uwielbienie Jezusa”.

Autorzy nowotestamentowi wiążą fakt zesłania Ducha Świętego z dziełem Pana Jezusa – Jego śmiercią, zmartwychwstaniem i uwielbieniem. Piotr, głosząc do Żydów zebranych w Jerozolimie w Dniu Pięćdziesiątnicy, obwieszczał: „Jego (Jezusa) przybiliście do krzyża (…) i zamordowaliście. Bóg jednak wzbudził Go. Zerwał więzy śmierci! (…) Został On następnie wyniesiony do Nieba. Tam zajął miejsce po prawej stronie Boga. Otrzymał od Ojca obietnicę — Ducha Świętego. I tego Ducha wylał na nas…”.

Warunek teologiczny został wypełniony. Jednak Pan Jezus mówiąc o otrzymaniu Ducha Świętego wskazał na coś innego. W Jego przemowie pojawił się warunek osobisty. Tym warunkiem jest głód: „Jeśli ktoś jest spragniony, niech przyjdzie do Mnie i pije…”.

Pragnienie.
Tęsknota.
Oczekiwanie.

Kiedy myślę o pragnieniu przychodzi mi na myśl obraz ziarna ukrytego w piaskach pustyni. Ziarna, które ma potencjał do wzrostu i owocowania, jednak funkcjonuje w warunkach pustyni, gdzie przez dziesięciolecia nie padał deszcz. Tego właśnie deszczu pragnie ziarno i na niego czeka piasek pustyni. Pozbawiona deszczu pustynna gleba „krzyczy” w tęsknocie i żarliwym oczekiwaniu „spogląda” ku niebu. Każda tkanka ziarna otoczonego pustynnym pyłem zdaje się wołać: „Niech przyjdzie deszcz!”. Nic innego się nie liczy, jak tylko to, aby doświadczyć spadających kropel wody. Byle było ich więcej. Nie jedna czy dwie krople, ale sto, tysiąc, dziesiątki tysięcy… Wciąż więcej i więcej, aż pustynia zostanie nawodniona i każdą przestrzeń pomiędzy ziarnami piasku wypełni woda.

Choć obiektywne i teologiczne podstawy zesłania Ducha Świętego zostały wypełnione za sprawą dzieła Jezusa, jednak wciąż potrzebne jest spełnienie tego warunku osobistego. Jest nim pragnienie: „Jeśli ktoś jest spragniony, niech przyjdzie do Mnie i pije…”.

Zbyt wiele spraw w Kościele pozostaje jedynie sferą poprawnej teologii i ugruntowanych przekonań. Wiemy i rozumiemy wiele. Jednak życie chrześcijańskie to coś więcej niż doktryny, nawet te „najsłuszniej i najbardziej biblijne”. To życie rodzi się i czerpie swoją siłę ze spotkania z Tym, którego obecności doświadczyli uczniowie zgromadzeni w Górnej Izbie, dwunastu uczniów Jana Chrzciciela, których spotkał Paweł apostoł w Efezie, a także poganie przebywający w domu Korneliusza – słuchający z uwagą przemawiającego Piotra. Życie to spotkanie z Dawcą życia. Duch Święty przychodzi w mocy, aby życie Boga obfitowało na ziemi. Tej eksplozji życia doświadczył nowotestamentowy Kościół i jest ona wciąż odnawiającym się doświadczeniem w historii chrześcijaństwa. Czy ta eksplozja życia stanie się udziałem naszego pokolenia, w Polsce na początku XXI wieku?

Daj nam Panie głód większy niż ten, który znaliśmy…

Bliskie spotkanie z…

Kiedy uczniowie, przebywającego w twierdzy Macheront, Jana Chrzciciela przyszli do Jezusa zadali pytanie, jakie nurtowało ich nauczyciela: „Czy to Ty jesteś tym, który miał przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?”. Łatwe pytanie i, jak się wydaje, wymagające prostej odpowiedzi. Tak lub nie. Jednak Nauczyciel z Nazaretu nie odpowiedział w ten sposób. Odesłał uczniów Jana z takim przesłaniem: „Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i widzicie. Niewidomi znowu widzą, kulawi dobrze chodzą, trędowaci zostają oczyszczeni, głusi słyszą, umarli wstają do życia, a ubogim jest głoszona Dobra Nowina”. I dodał jeszcze: „Szczęśliwy jest ten, kto nie gorszy się z Mojego powodu”.

„A może jednak mógłbyś Mistrzu odpowiedzieć bezpośrednio? Dlaczego zmuszasz nas do szukania odpowiedzi dotyczącej Twojej tożsamości w Twoich dziełach? Czy Pismo coś mówi o tym, że Mesjasz będzie «otwierał uszy głuchych, oczyszczał trędowatych, przywracał wzrok ślepym, wskrzeszał umarłych i oczyszczał trędowatych»? Jest tyle mesjańskich zapowiedzi w Pismach… Czyż nasze mesjańskie nadzieje nie mają raczej narodowo-politycznego charakteru? Przecież oczekujemy wypełnienia obietnicy odnowienia dynastii królewskiej rodu Dawida i wyzwolenia spod obcego panowania. W naszych sercach wciąż żyje obietnica «odnowienia królestwa Izraela». Nie takiej odpowiedzi oczekiwaliśmy…”.

Gdyby przyjrzeć się niektórym tekstom zapisanym ręką biblijnych proroków, to można w nich znaleźć ślady tego, że elementem mesjańskiego panowania będą uzdrowienia: „Mówcie małodusznym: «Bądźcie mężni! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg! Nadchodzi odpłata, Boża nagroda. On sam przybędzie i was wybawi». Wtedy przejrzą oczy niewidomych, otworzą się uszy głuchych. Wtedy kulawy wyskoczy jak jeleń, a język niemych przemówi radośnie”, „Oto w owym czasie zgotuję koniec twym ciemięzcom; uratuję tych, co kuleją, i zgromadzę rozproszonych; okryję ich chwałą i sławą we wszystkich krajach, gdzie musieli znosić hańbę”. Ale te wszystkie uzdrowienia nie były jednym wyznacznikiem nadejścia Mesjasza. A co z innymi obietnicami?

Uczniowie Jana mogli mieć słuszne wątpliwości: „Dlaczego o naszym rozpoznaniu Mesjasza mają zadecydować tylko te wybrane i wcale nie tak oczywiste teksty Pisma? A jeszcze pozostaje Twoje dziwne zachowanie, Jezusie z Nazaretu! Przecież Ty jesteś «przyjacielem celników i grzeszników»! Siadasz z nimi do stołu i ucztujesz. Wielu mówi o Tobie, że jesteś «żarłokiem i pijanicą wina». Te określenia wcale nie są oderwane od rzeczywistości. Więc jak to z Tobą jest? Czy jesteś Tym, który miał przyjść, czy innego mamy oczekiwać?”.

Kiedy religijny świat wytęża zmysły, aby ocenić prawdziwość Bożych dzieł, wciąż jest duże grono tych, którzy nie mają wątpliwości. Ich świadectwo jest proste: „Byłem ślepy, a teraz widzę”, „Powiedział mi wszystko, co uczyniłam”, „Ten, który mnie uzdrowił, powiedział do mnie: «Weź swoją matę i chodź»”. Osobiste spotkanie i poruszenie serca przemawia głośniej niż „uświecone tradycją” poglądy religijnego świata.

Wciąż jest wielu tych, którzy pytają, jednak odpowiedzi nie wydają się wystarczająco zadowalające. Czasami mogą zostać zgorszeni Tym, który „jada z celnikami i grzesznikami”, „łamie szabat” i rozmawia z tymi, których powinno się omijać z daleka. I są jeszcze inni. Ci, którzy nie mają wątpliwości, bo doświadczyli Jego bliskości i Jego działania. Oni wiedzą, ponad wszelką wątpliwość i mają proste przesłanie: „Znaleźliśmy Mesjasza – to znaczy Chrystusa”.

Bóg, który wkracza w codzienność naszego życia, w sytuacje, gdzie nie było już dla nas nadziei i przynosi rozwiązanie sprawia, że takie spotkanie staje się „kamieniem milowym” naszego zrozumienia tego kim On jest. Bliskie spotkanie z Nim czyni różnicę. Czasami więcej odpowiedzi znajdziemy w tym jednym – osobistym – spotkaniu niż w tysiącach stron teologicznych rozpraw i pism, jakie wyszyły spod ludzkiej ręki. O Bogu można się wiele uczyć, ale nade wszystko trzeba Go spotkać. To musi być osobiste spotkanie. Bez tego bliskiego spotkania z Nim, wciąż jesteśmy skazani na teoretyczne rozważania , czasem zgorszenie i pytania „Czy to Ty…?”.  

DAWID I SAUL. NIENAWIŚĆ I PRZEBACZENIE

Ścigany i ścigający. Niedostępne rejony Engaddi na zachodnim brzegu Morza Martwego, stały się miejscem kolejnej odsłony pościgu Saula za Dawidem. Rozgoryczony i dręczony żądzą mordu Saul ma jeden cel wokół którego toczy się jego życie: zabić Dawida. To było jak obsesja. W pogoni za Dawidem Saul dokonywał aktów zemsty na tych, którzy okazywali pomoc jego dawnemu słudze. W mieście Nob nie zawahał się pozbawić życia osiemdziesięciu pięciu kapłanów na czele z Achimelekiem, który uciekającemu przed szaleństwem króla Dawidowi przekazał miecz Goliata i nakarmił jego i jego towarzyszy chlebami ofiarnymi (poświęconymi Bogu). Co ciekawe, Saul w swoim szaleństwie i nienawiści wciąż posługiwał się religijnym językiem i w możliwości dokonania mordu na Dawidzie widział błogosławieństwo od Boga. Kiedy przyszli do niego mieszkańcy Zif z informacjami o możliwości schwytania tego, którego ścigał, tak wyraził swoją radość: „Bądźcie błogosławieni przez Jahwe za to, że okazaliście mi współczucie”. 

Szaleństwo, nienawiść, żądza mordu i niepohamowana agresja nie są niestety niczym zaskakującym w historii ludzkości. Od zarania dziejów ludzkość skażona grzechem wykazuje tendencje do czynienia zła. Jeremiasz, starotestamentowy prorok, wyznał: „Serce jest zdradliwsze niż wszystko inne i niepoprawne”. Niektórzy tę degenerację, podobnie jak Saul, wspierają „religijnymi frazesami” uznając, że to Bóg pcha ich ku działaniom noszącym znamiona nienawiści. Nienawiść wspierana religią jest szczególnie niebezpieczna. Przykład krucjat czy islamskiego dżihadu są tego dowodem.

W tej starotestamentowej historii, zapisanej w 24. rozdziale Pierwszej Księgi Samuela, w kontraście do Saula ukazany jest Dawid. Choć ma w pewnym momencie możliwość, aby zabić bezbronnego Saula nie czyni tego. Świadomy zła, które wyrządził mu Saul wyznaje wobec swojego wroga: „mojej ręki nie podniosę na ciebie”. 

Karmienie się nienawiścią to przejaw najdalej posuniętej degeneracji ludzkiego serca: „Z serca bowiem pochodzą złe myśli, zabójstwa…”. 
Przeciwnie, każdy przykład i postawa przebaczenia noszą w sobie znamiona serca przemienionego mocą Ewangelii. Ci, którzy doświadczyli przebaczenia potrafią przebaczać. Nowe życie, które otrzymujemy w Chrystusie, otrzymuje takie polecenie: „Niech zniknie spośród was wszelka gorycz, uniesienie, gniew, wrzaskliwość, znieważenie – wraz z wszelką złością. Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni! Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie”.

Jeśli chcielibyśmy widzieć wokół nas ludzi przebaczających i okazujących miłosierdzie, to powinniśmy wytrwale głosić Ewangelię, która ma potencjał, aby obdarzyć „nowym życiem”, którego owocem jest: „miłość, radość, pokój, cierpliwość, dobroć, życzliwość, wierność, łagodność i opanowanie”. Jeśli mury nienawiści i nieprzyjaźni pomiędzy ludźmi mają runąć, to musi najpierw runąć w naszych sercach mur nieprzyjaźni pomiędzy nami a Bogiem. Biorąc i otrzymując przebaczenie, stajemy się zdolni, aby to przebaczenie nieść innym.

BĄDŹCIE DOBREJ MYŚLI

Paweł z Tarsu i jego towarzysze podróży, będąc na statku płynącym do Rzymu, doświadczyli bardzo niesprzyjających okoliczności. Nie była to dobra pora na żeglugę. Paweł, świadomy zagrożenia, ostrzegał sternika i właściciela statku: „jeśli wyruszymy, będzie to ze szkodą i wielką stratą nie tylko dla ładunku i statku, ale również dla naszego życia”. Jego rady pozostały jednak bez echa. U wybrzeży Krety statek doświadczył niszczycielskiej siły wiatru zwanego eurakylon. Burza porwała statek, a siła narastającego sztormu odebrała podróżującym wszelką nadzieję. Szanse na ocalenie były równe zeru. W takich okolicznościach Paweł skierował do załogi i pasażerów statku słowa: „Bądźcie dobrej myśli”. Ta fraza pojawia się dwukrotnie w opisie tych dramatycznych wydarzeń przytoczonym przez Łukasza – autora Dziejów Apostolskich i współpracownika Pawła (Dz 27,21-25).

Czy Paweł był jakimś niepoprawnym optymistą? Czy było to takie „pozytywne i motywujące gadanie”? Słowa Pawła nie były odzwierciedleniem jego nad wyraz optymistycznego postrzegania rzeczywistości, ale były reakcją na zapewnienie, jakie otrzymał od Chrystusa: „Nie bój się, Pawle! Musisz stanąć przed cesarzem. Ponadto Bóg podarował ci wszystkich, którzy płyną z tobą”. Kiedy Paweł przekazywał obecnym na statku słowa: „Bądźcie dobrej myśli”, poparł je wyznaniem: „Wierzę bowiem Bogu, że będzie tak, jak mi powiedziano”.

Optymizm nie jest zły (jest raczej pożądaną postawą życiową, znacznie lepszą niż negatywne i pesymistyczne nastawienie), jednak nie daje on gwarancji na szczęśliwe zakończenie niesprzyjających okoliczności w jakich się znaleźliśmy. Pewność, że przeżywane trudy zakończą się happy endem ma swoje źródło w Bożej obietnicy i Jego wierności.

Bóg ma plan dla naszego życia. Rozpoznanie tego planu i współpraca z Bogiem na rzecz jego realizacji nie gwarantują, że nasze życie będzie wolne od trudów, niebezpieczeństw i „sztormów”. Jednak będąc w centrum Jego woli nie musimy tracić nadziei w sytuacji, gdy okoliczności krzyczą do nas głosem o sile huraganowego wiatru: „Zginiesz marnie!”, „Już nie ma dla ciebie ratunku!”. Paweł wiedział, że Bożym przeznaczeniem dla niego był cesarski Rzym – stolica Imperium. Żaden sztorm nie był w stanie pokrzyżować Bożych planów. Kiedy czytamy historię podróży Pawła do Rzymu, to widzimy, że takich niesprzyjających okoliczności było znacznie więcej. Na Malcie ukąsiła go jadowita żmija. Ale czy jej jad miał być silniejszy od Bożego zapewnienia: „Nie bój się, Pawle! Musisz stanąć przed cesarzem”?

Kiedy okoliczności są dokuczliwe i niesprzyjające nie wystarczy sam optymizm. Miejsce doświadczeń, trudów i życiowych dramatów jest doskonałą okazją, aby zadać sobie pytanie: „Czy jestem w centrum Bożej woli?”. Jeśli odpowiedź jest twierdząca, to nie ma powodu, aby ulegać presji i histeryzować. Sztorm, dokuczliwe zimno wzburzonego morza, jadowita żmija, były tłem w życiu Pawła zmierzającego do Rzymu, aby wypełnić Boże powołanie. Paweł zrealizował Boży plan nie z powodu wrodzonego optymizmu, ale dzięki wierze i zaufaniu do Boga, który dał obietnicę. Bóg, w oczach Pawła, był bardziej przekonywujący niż najbardziej nieprzyjazne okoliczności życia. Takiego zaufania i pewności, jakie towarzyszyły Pawłowi, chcę się uczyć. Potrzebuję też upewniać się, czy jestem w Jego woli podróżując do wyznaczonego mi przez Niego celu.

„Bądźcie dobrej myśli” wszyscy, którzy jesteście w Chrystusie!

PAWEŁ I SPOŁECZNE „WYKLUCZENIE”

Aby pojąć „rewolucyjność” niektórych twierdzeń Pawła z Tarsu, jak chociażby takiego (z Listu do Galatów): „Nie ma już Żyda ani Greka, nie ma niewolnika ani wolnego, nie ma mężczyzny ani kobiety, ponieważ wszyscy jesteście jedno w Chrystusie Jezusie”, należy choć trochę zrozumieć kontekst kulturowy i społeczny, w którym pisał te słowa.

„Niewolnik i wolny” są jedno w Chrystusie.

Paweł pisał do ludzi osadzonych w rzymskiej i greckiej kulturze, gdzie niewolnictwo stanowiło ważny element życia społecznego, a stosunek ludzi wolnych do niewolników był nacechowany wyższością i nieskrywaną pogardą. Dialog pomiędzy dwoma niewolnikami niejakiego Kochanydesa, z komedii Plauta „Osły”, oddaje istotę tej postawy (Plaut, Komedie, tom II. Osły. Przeł. Ewa Skwara):

LEW (Leonida): Ach witaj, materiale ćwiczebny dla kija.

PACHNIDŁO (Libanus): I ty, więzienny kapo, jak ci dzień dziś mija?

LEW: Użytkowniku kajdan!

PACHNIDŁO: Grzbiecie pożądany dla bata i rózgi.

LEW: Gdyś jest skrępowany, jak myślisz, ile ważysz?

PACHNIDŁO: A skąd mogę wiedzieć, ile, wstydząc się, ważę?

LEW: Ja to wiem, bo ciebie osobiście zważyłem: gdy wisisz za nogi skrępowany powrozem, głową do podłogi, masz dokładnie sto funtów.

PACHNIDŁO: A gdzie są dowody?

LEW: Dam ci dowód i podam obliczeń metody: gdy ręce ci skrępują kajdany, a sznury z ciężarem stufuntowym przez belkę u góry przerzucone już wciągną twe ciało za nogi, to szalki u twej wagi są równe. Mój drogi, ważysz dokładnie tyle co… łotr, oberwaniec.

Arystoteles twierdził, że „trzy okoliczności wchodzą w grę w życiu niewolników: praca, kara i pożywienie” (Za: W. Roszkowski, Świat Chrystusa, str. 248).

Tymczasem na gruncie życia wiary chrześcijańskiej, jak napisał Paweł z Tarsu: „Nie ma wolnego ani niewolnika”. Różnice społeczne nie mają zastosowania we wspólnocie chrześcijan. Boże obietnice w jednakowym stopniu odnoszą się tak do ludzi stanu wolnego, jak i niewolników. Niewolnik może, na równi z ludźmi wolnymi, korzystać w całej pełni z dobrodziejstw i hojności Boga, dzięki Ewangelii. W Kościele wszyscy stoją obok siebie „ramię w ramię”, służą sobie wzajemnie i nazywają się „braćmi”. Braterska miłość nie jest wykluczająca, ale włączająca. Nikt nie ma prawa wnosić do tej wspólnoty braterskiej pogardy, niechęci i wyższości z jakiegokolwiek powodu – nawet najbardziej społecznie uzasadnionego.

Jakie społeczne bariery powinny „runąć” w naszych czasach w imię braterskiej miłości i wspólnoty w Chrystusie?