KONCERT ZESPOŁU URATOWANI

14 kwietnia, w Niedzielę Palmową, dla gostynińskiej publiczności zagra płocki zespół URATOWANI. Myślą przewodnią koncertu są słowa, którymi anioł zwrócił się do kobiet przybyłych do grobu, gdzie złożono ciało Pana Jezusa: „Nie ma Go tu. Zmartwychwstał!”. Koncert będzie okazją do refleksji nad wydarzeniami, które pozostają niezmiennie w centrum chrześcijańskiej wiary i pobożności, a są nimi śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa.

Zespół Uratowani wystąpi w składzie:

Iwona Dąbkowska – wokal, lider zespołu
Ewelina Dzięgielewska – wokal
Weronika Witkowska- wokal
Grzegorz Urbanek – instr. klawiszowe
Radek Dzięgielewski – gitara akustyczna, skrzypce
Bartek Wasiak – perkusja
Grzegorz Leliński (gościnnie) – gitara basowa

Zapraszamy do SALI KOLUMNOWEJ (ul. Zamkowa 31) o godz. 18:00. Wstęp wolny!

OBÓZ LETNI W MOROSKU

Kościół Wieczernik z Kielc organizuje, w terminie 11-17 sierpnia 2019 roku, letni obóz, w którego programie przewidziano:
– wykłady
– posługę proroczą i modlitewną
– posługę i nauczanie dla małżeństw
– porady duszpasterskie, poradnictwo indywidualne
– warsztaty dramy
– sesje tematyczne/ panelowe i dyskusyjne

Więcej informacji pod linkiem: https://www.facebook.com/events/551090358635683/

JAN MAREK

Ewangelia Marka jest najkrótszą i najstarszą (datowaną na około 65 rok n.e.) spośród wszystkich przekazów ewangelicznych. Autor Ewangelii – Jan Marek – to dość ciekawa postać. Dzieje Apostolskie, listy Pawła oraz Pierwszy list Piotra, rzucają nieco światła na postać autora Ewangelii. Chronologicznie wszystkie fragmenty Pisma, które wspominają o Janie Marku można ustawić następująco: Dz 12,12.25; Dz 13,5.12; Dz 15,37-39; Kol 4,10; Flm 23-24; 2 Tm 4,11; 1 Ptr 5,13.

Z tych tekstów możemy wywnioskować, że Marek miał przywilej wzrastać w domu, w którym mógł czerpać wzór wiary i miłości do Boga od swojej matki. Matka Marka miała dom w Jerozolimie, który służył chrześcijanom jako miejsce spotkań w czasie ucisku i prześladowania. Nie trudno sobie wyobrazić, że odważna i wierna postawa matki miała wpływ na życie Marka. Zawsze jest wielkim przywilejem wzrastać w domu, z którego możemy czerpać inspirację i przykład do kroczenia drogami wiary i zaufania do Boga. W Biblii wspomniany też jest inny młodzieniec – Tymoteusz – do którego Paweł pisał: „Ty natomiast trwaj w tym, czego się nauczyłeś i co ci zawierzono, bo wiesz, od kogo się nauczyłeś. Od lat bowiem niemowlęcych znasz Pisma święte, które mogą cię nauczyć mądrości wiodącej ku zbawieniu przez wiarę w Chrystusie Jezusie”. A w innym miejscu Paweł przypomina Tymoteuszowi, że miał przywilej wzrastać w wierze obserwując przykład babci i mamy: „Pamiętając nieobłudną wiarę, która jest w tobie, a która najpierw mieszkała w twojej babce Lois i w twojej matce Eunice, jestem też pewien, że i w tobie [mieszka]”.

Marek został wybrany na towarzysza podróży misyjnej Pawła i Barnaby, zatem jego wiara i oddanie Chrystusowi najwyraźniej znalazły uznanie w oczach apostołów. Jednak Marek nie wytrwał w misyjnej działalności u boku Pawła i Barnaby. Czytamy (nie znając okoliczności zdarzenia), że będąc w Pamfilii odłączył się od nich i wrócił do Jerozolimy. Postawa Marka była z pewnością rozczarowująca dla Pawła, który musiał uznać Marka za nieużytecznego i odmówił zabrania go w kolejną podróż misyjną. Jan Marek stał się powodem ostrego konfliktu pomiędzy Pawłem i Barnabą. Jednak z późniejszych listów Pawła wyłania się zaskakująca prawda. Ten, który został uznany za nieużytecznego, stał się na nowo towarzyszem i współpracownikiem apostoła. Paweł w swoim więziennym liście pisanym do Tymoteusza, prosił adresata: „Weź Marka i przyprowadź go ze sobą, bo jest mi bardzo przydatnym pomocnikiem w pracy”. Być może Marek był jednym z nielicznych współpracowników Pawła, który wytrwał przy nim w czasie jego ostatnich dni życia, podczas jego uwięzienia w Rzymie. Ten, który niegdyś jawił się jako nieużyteczny stał się „bardzo przydatny”.

Z relacji biblijnych o Marku możemy wziąć dla siebie kilka lekcji:

Po pierwsze:
Jeśli jesteśmy rodzicami, to mamy odpowiedzialność wobec naszych dzieci, aby wychowywać je w sposób, który pozwoli im w przyszłości położyć swoją ufność w Bogu. Błogosławieństwem dla dzieci są rodzice, którzy nie tylko w słowach ale przede wszystkim swoim życiem dają świadectwo miłości do Boga. Błogosławieństwem są rodzice, którzy stają się dla dzieci pierwszymi przewodnikami w wierze.

Po drugie:
Nasza przeszła nieużyteczność nie decyduje o naszej obecnej użyteczności (przydatności). Błędy, które popełniamy w przeszłości nie decydują o naszym powodzeniu dzisiaj.

Po trzecie:
Nie wykreślajmy z naszych serc tych, których Pan Bóg w przeszłości stawiał na naszej drodze. Może się okazać, że nawet po czasie ostrego sporu i nieporozumienia, znów znajdziemy się w miejscu wspólnej służby i współodpowiedzialności za pracę w Bożym Królestwie. Jest nadzieja dla relacji, które z różnych powodów zostały zerwane. Pan Bóg jest Bogiem odnowienia i drugiej (a czasami trzeciej i jeszcze kolejnej) szansy.

MISJA PAKISTAN

Każda misja dla Boga niesie za sobą wyzwania i przeciwności. Jeszcze trudniej jest wtedy, gdy polem misyjnym staje się kraj, który znajduje się na trzeciej pozycji w czterostopniowej skali zagrożeń. Agata i Maciej prowadzeni przez Ducha Bożego pojechali do Pakistanu, aby pomóc rozszerzać Królestwo Boże.

MIĘDZY ŚWIATAMI

„Jest w języku jidysz piękne powiedzenie, które brzmi: «Bóg stworzył Świat pełen małych światów». Ta żydowska maksyma umiejętnie wyraża to, czego każdy z nas doświadcza, szczególnie podróżując. Każda zmiana otoczenia wprowadza niektórych w zachwyt, a innych w osłupienie. Ta sama rzeczywistość dla różnych ludzi może wyglądać zupełnie inaczej. To, kim i jacy jesteśmy, wpływa na nasze postrzeganie świata. Mieszkając w Izraelu, pokochałam to poruszanie się między «światami». Choć pozornie mieszkaliśmy wszyscy w tej samej ziemi, nasza codzienność wyglądała bardzo odmiennie. Różnice mogą nas dzielić, ale te same różnice mogą być powodem fascynacji i radości. «Małe światy», z którymi mamy styczność, mogą pogłębić nasze zrozumienie większego świata, a także jego Stworzyciela”.

Powyższy tekst pochodzi z książki pt. „Ludzka twarz Izraela” (z rozdziału „Sztuka porozumienia”), której autorką jest Estera Wieja – dziennikarka, podróżniczka, autorka książek i założyciela Misji Polska-Izrael. Treść książki „Ludzka twarz Izraela” jest zbiorem refleksji i spostrzeżeń, które towarzyszyły autorce podczas siedmioletniego pobytu w Izraelu, gdzie pracowała dla Międzynarodowej Ambasady Chrześcijańskiej w Jerozolimie jako redaktor magazynu „Word from Jerusalem” (Słowo z Jerozolimy).

Treść wspomnianej książki wypełniają historie ludzi: Żydów, Arabów, Felaszów czy Druzów. Na jej stronach pojawiają się rozliczne imiona, czasami brzmią one bardzo egzotycznie, innym razem bardzo swojsko. W tej mozaice imion, opowieści, kolei losu i realiów życia można znaleźć element łączący. Jest nim człowieczeństwo, którego elementem jest przeżywanie radości i smutku, doświadczenie spełnienia i niedoboru, bólu i ukojenia. Wciąż potrzebujemy sobie uzmysławiać, że w cieniu wielkiej polityki i globalnych, często trudnych do zrozumienia procesów, kryją się historie konkretnych ludzi.

GŁÓD BOGA

W Jerozolimie, w czasie Święta Namiotów, Pan Jezus wykrzyczał takie słowa: „Jeśli ktoś jest spragniony, niech przyjdzie do Mnie i pije. Kto wierzy we Mnie, jak głosi Pismo, z jego wnętrza popłyną rzeki wody żywej”. Autor Ewangelii zanotował, jako komentarz do tych słów, że obietnica „rzek wody żywej” odnosiła się do Ducha Świętego, którego mieli otrzymać ci, którzy uwierzyli w Jezusa i wspomniał, że „Duch nie zstąpił jeszcze na ludzi, gdyż wciąż nie dokonało się uwielbienie Jezusa”.

Autorzy nowotestamentowi wiążą fakt zesłania Ducha Świętego z dziełem Pana Jezusa – Jego śmiercią, zmartwychwstaniem i uwielbieniem. Piotr, głosząc do Żydów zebranych w Jerozolimie w Dniu Pięćdziesiątnicy, obwieszczał: „Jego (Jezusa) przybiliście do krzyża (…) i zamordowaliście. Bóg jednak wzbudził Go. Zerwał więzy śmierci! (…) Został On następnie wyniesiony do Nieba. Tam zajął miejsce po prawej stronie Boga. Otrzymał od Ojca obietnicę — Ducha Świętego. I tego Ducha wylał na nas…”.

Warunek teologiczny został wypełniony. Jednak Pan Jezus mówiąc o otrzymaniu Ducha Świętego wskazał na coś innego. W Jego przemowie pojawił się warunek osobisty. Tym warunkiem jest głód: „Jeśli ktoś jest spragniony, niech przyjdzie do Mnie i pije…”.

Pragnienie.
Tęsknota.
Oczekiwanie.

Kiedy myślę o pragnieniu przychodzi mi na myśl obraz ziarna ukrytego w piaskach pustyni. Ziarna, które ma potencjał do wzrostu i owocowania, jednak funkcjonuje w warunkach pustyni, gdzie przez dziesięciolecia nie padał deszcz. Tego właśnie deszczu pragnie ziarno i na niego czeka piasek pustyni. Pozbawiona deszczu pustynna gleba „krzyczy” w tęsknocie i żarliwym oczekiwaniu „spogląda” ku niebu. Każda tkanka ziarna otoczonego pustynnym pyłem zdaje się wołać: „Niech przyjdzie deszcz!”. Nic innego się nie liczy, jak tylko to, aby doświadczyć spadających kropel wody. Byle było ich więcej. Nie jedna czy dwie krople, ale sto, tysiąc, dziesiątki tysięcy… Wciąż więcej i więcej, aż pustynia zostanie nawodniona i każdą przestrzeń pomiędzy ziarnami piasku wypełni woda.

Choć obiektywne i teologiczne podstawy zesłania Ducha Świętego zostały wypełnione za sprawą dzieła Jezusa, jednak wciąż potrzebne jest spełnienie tego warunku osobistego. Jest nim pragnienie: „Jeśli ktoś jest spragniony, niech przyjdzie do Mnie i pije…”.

Zbyt wiele spraw w Kościele pozostaje jedynie sferą poprawnej teologii i ugruntowanych przekonań. Wiemy i rozumiemy wiele. Jednak życie chrześcijańskie to coś więcej niż doktryny, nawet te „najsłuszniej i najbardziej biblijne”. To życie rodzi się i czerpie swoją siłę ze spotkania z Tym, którego obecności doświadczyli uczniowie zgromadzeni w Górnej Izbie, dwunastu uczniów Jana Chrzciciela, których spotkał Paweł apostoł w Efezie, a także poganie przebywający w domu Korneliusza – słuchający z uwagą przemawiającego Piotra. Życie to spotkanie z Dawcą życia. Duch Święty przychodzi w mocy, aby życie Boga obfitowało na ziemi. Tej eksplozji życia doświadczył nowotestamentowy Kościół i jest ona wciąż odnawiającym się doświadczeniem w historii chrześcijaństwa. Czy ta eksplozja życia stanie się udziałem naszego pokolenia, w Polsce na początku XXI wieku?

Daj nam Panie głód większy niż ten, który znaliśmy…

Bliskie spotkanie z…

Kiedy uczniowie, przebywającego w twierdzy Macheront, Jana Chrzciciela przyszli do Jezusa zadali pytanie, jakie nurtowało ich nauczyciela: „Czy to Ty jesteś tym, który miał przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?”. Łatwe pytanie i, jak się wydaje, wymagające prostej odpowiedzi. Tak lub nie. Jednak Nauczyciel z Nazaretu nie odpowiedział w ten sposób. Odesłał uczniów Jana z takim przesłaniem: „Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i widzicie. Niewidomi znowu widzą, kulawi dobrze chodzą, trędowaci zostają oczyszczeni, głusi słyszą, umarli wstają do życia, a ubogim jest głoszona Dobra Nowina”. I dodał jeszcze: „Szczęśliwy jest ten, kto nie gorszy się z Mojego powodu”.

„A może jednak mógłbyś Mistrzu odpowiedzieć bezpośrednio? Dlaczego zmuszasz nas do szukania odpowiedzi dotyczącej Twojej tożsamości w Twoich dziełach? Czy Pismo coś mówi o tym, że Mesjasz będzie «otwierał uszy głuchych, oczyszczał trędowatych, przywracał wzrok ślepym, wskrzeszał umarłych i oczyszczał trędowatych»? Jest tyle mesjańskich zapowiedzi w Pismach… Czyż nasze mesjańskie nadzieje nie mają raczej narodowo-politycznego charakteru? Przecież oczekujemy wypełnienia obietnicy odnowienia dynastii królewskiej rodu Dawida i wyzwolenia spod obcego panowania. W naszych sercach wciąż żyje obietnica «odnowienia królestwa Izraela». Nie takiej odpowiedzi oczekiwaliśmy…”.

Gdyby przyjrzeć się niektórym tekstom zapisanym ręką biblijnych proroków, to można w nich znaleźć ślady tego, że elementem mesjańskiego panowania będą uzdrowienia: „Mówcie małodusznym: «Bądźcie mężni! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg! Nadchodzi odpłata, Boża nagroda. On sam przybędzie i was wybawi». Wtedy przejrzą oczy niewidomych, otworzą się uszy głuchych. Wtedy kulawy wyskoczy jak jeleń, a język niemych przemówi radośnie”, „Oto w owym czasie zgotuję koniec twym ciemięzcom; uratuję tych, co kuleją, i zgromadzę rozproszonych; okryję ich chwałą i sławą we wszystkich krajach, gdzie musieli znosić hańbę”. Ale te wszystkie uzdrowienia nie były jednym wyznacznikiem nadejścia Mesjasza. A co z innymi obietnicami?

Uczniowie Jana mogli mieć słuszne wątpliwości: „Dlaczego o naszym rozpoznaniu Mesjasza mają zadecydować tylko te wybrane i wcale nie tak oczywiste teksty Pisma? A jeszcze pozostaje Twoje dziwne zachowanie, Jezusie z Nazaretu! Przecież Ty jesteś «przyjacielem celników i grzeszników»! Siadasz z nimi do stołu i ucztujesz. Wielu mówi o Tobie, że jesteś «żarłokiem i pijanicą wina». Te określenia wcale nie są oderwane od rzeczywistości. Więc jak to z Tobą jest? Czy jesteś Tym, który miał przyjść, czy innego mamy oczekiwać?”.

Kiedy religijny świat wytęża zmysły, aby ocenić prawdziwość Bożych dzieł, wciąż jest duże grono tych, którzy nie mają wątpliwości. Ich świadectwo jest proste: „Byłem ślepy, a teraz widzę”, „Powiedział mi wszystko, co uczyniłam”, „Ten, który mnie uzdrowił, powiedział do mnie: «Weź swoją matę i chodź»”. Osobiste spotkanie i poruszenie serca przemawia głośniej niż „uświecone tradycją” poglądy religijnego świata.

Wciąż jest wielu tych, którzy pytają, jednak odpowiedzi nie wydają się wystarczająco zadowalające. Czasami mogą zostać zgorszeni Tym, który „jada z celnikami i grzesznikami”, „łamie szabat” i rozmawia z tymi, których powinno się omijać z daleka. I są jeszcze inni. Ci, którzy nie mają wątpliwości, bo doświadczyli Jego bliskości i Jego działania. Oni wiedzą, ponad wszelką wątpliwość i mają proste przesłanie: „Znaleźliśmy Mesjasza – to znaczy Chrystusa”.

Bóg, który wkracza w codzienność naszego życia, w sytuacje, gdzie nie było już dla nas nadziei i przynosi rozwiązanie sprawia, że takie spotkanie staje się „kamieniem milowym” naszego zrozumienia tego kim On jest. Bliskie spotkanie z Nim czyni różnicę. Czasami więcej odpowiedzi znajdziemy w tym jednym – osobistym – spotkaniu niż w tysiącach stron teologicznych rozpraw i pism, jakie wyszyły spod ludzkiej ręki. O Bogu można się wiele uczyć, ale nade wszystko trzeba Go spotkać. To musi być osobiste spotkanie. Bez tego bliskiego spotkania z Nim, wciąż jesteśmy skazani na teoretyczne rozważania , czasem zgorszenie i pytania „Czy to Ty…?”.